wtorek, 6 listopada 2012
Lustro
- Czy to już czas? - spytał niepewnie, jakby bojąc się odpowiedzi.
- Nie wiem - usłyszał. Nigdy nie lubił dwuznaczności jego słów. Wolał usłyszeć prostą komendę zawartą w trzech literach: tak lub nie. Nie wiem natomiast oznaczało stan gdzieś pomiędzy. Prawie tak albo prawie nie. Prawie gotowy i prawie niegotowy. Przygotowany i nieprzygotowany. Chętny i niechętny. Sam środek osi.
- Więc kiedy? - kontynuował licząc, że w końcu uda mu się z niego wydusić ostateczną odpowiedź. Sam nie potrafił zdecydować. Nigdy nie potrafił. Jego wybory zawsze były nietrafione, ciągle popełniał błędy. Dlatego teraz zdecydował się liczyć na kogoś innego. Z takich sytuacji nie ma dobrych wyjść. Są tylko minimalnie lepsze od tych najgorszych.
- Przyjacielu... Jesteś pewien, że tego chcesz?
Chwilę milczał. Nie był tego pewien. Niczego już nie był pewien. Patrzył mętnym wzrokiem w lustro i drapał się po policzku. Skąd miał wiedzieć, czy to odpowiedni moment? Do tej pory nie musiał przekonywać siebie samego o zbawiennym działaniu przemijania. Próbował żyć pełnią życia, choć nie umiał nabierać powietrza w płuca. Wszystko było takie udawane. Nawet oddychanie. Dlatego chciał się tego pozbyć. Raz na zawsze.
- Jestem pewien bardziej niż kiedykolwiek - odparł, lecz w jego głosie nadal dawało się wyczuć nutkę niepewności.
- Nie zrobimy tego, jeśli nie będziesz całkowicie pewien. Wątpliwości tylko psują przyjemność.
- Kiedy ja naprawdę nie wiem! - podniósł głos.- To trudne. Zbyt trudne. Dlaczego nikt nie może zdecydować za mnie? Dlaczego nikt nie chce mi pomóc?
- Przyjacielu... Bo to twoje życie. To twoje wybory i tylko do ciebie należą ostateczne decyzje. Musisz starannie zaplanować każdy ruch. Jak w szachach. Jedno posunięcie przesądza o kolejnym. Najważniejsza jest strategia. Bez niej przegrywasz na starcie, nawet z niedoświadczonymi zawodnikami, którzy nie potrafią rozróżnić figur.
Po policzku spłynęła mu łza. Widział ją. W dalszym ciągu patrzył w lustro. Siedział naprzeciw na niewygodnym krześle i głupio wpatrywał się w lustro. Nie myślał już praktycznie o niczym. Wytarł łzę i wciągnął powietrze w płuca.
- Jestem gotów - stwierdził najpewniej jak tylko mógł, próbując chyba oszukać mijający czas. Był przekonany, że chwilę później nie odważyłby się na taką deklarację. Nie znalazłby w sobie tak wielkich pokładów odwagi. To był jedyny właściwy moment i jedyna właściwa decyzja.
- W takim razie zaczynaj - odpowiedziało lustrzane odbicie. Spojrzał raz jeszcze na samego siebie. Po raz ostatni, jakby chcąc zapamiętać tę twarz przeoraną przez porażki. Uśmiechnął się pod nosem.
- A więc tak wygląda koniec - powiedział, po czym rozbił lustro. Przeminął...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Categories
- Pojedyncze (7)
- Recki (3)
- Sarkasta (3)
- Słowo (9)
Categories
- Pojedyncze (7)
- Recki (3)
- Sarkasta (3)
- Słowo (9)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz