poniedziałek, 4 lutego 2013

Taksówka


- Dokąd? - spytałem najbardziej gburowato jak tylko potrafiłem, nie chcąc przy tym usłyszeć jakiejkolwiek odpowiedzi. Była słoneczna niedziela, tuż przed południem. Dzień niemalże idealny na błogi odpoczynek przed telewizorem z zimnym piwkiem w ręku i meczem futbolu w odbiorniku. Z jednej strony słychać już było dudnienie kościelnych dzwonów, lecz inne przez chwilę milczały, by za moment także przypomnieć ludziom, że wybiła dwunasta. Siedziałem w swoim samochodzie - niewygodnym Mercedesie 200 z 1987 roku. Dwa lata temu straciłem źródło swoich dochodów i musiałem niemalże wszystko rozpocząć od nowa. Nie chcę teraz mówić, co wtedy robiłem. Powiedzmy tylko, że nie nie było to do końca zgodne z literą obowiązującego nas wszystkich prawa, a i ja sam nie mam za wielkiej ochoty do tego wracać. Co było, a nie jest i tak dalej, prawda?

Do mojej taksówki wsiadał właśnie trzydziestoparoletni grubas, którego zad zdecydowanie nie mieścił się na przednim siedzeniu mojego auta. Muszę zapamiętać na przyszłość, by przed takimi blokować drzwi. Nie będę musiał wtedy użerać się z ludźmi o ponadnormalnych rozmiarach.

Gość ubrany był w czarny garnitur, nieco schodzony, najpewniej po ojcu, który odziedziczył go po dziadku. Marynarka uparpana była keczupem tuż nad butonierką. Łatwo można było się domyślić, że grubas jeszcze przed chwilą wpieprzał jakiegoś hot-doga albo innego hamburgera na siódme śniadanie. Tacy to nigdy nie wiedzą kiedy przestać żreć. Dla nich niebo ma wygląd McDonalds'a z cominutową dostawą nowego jedzenia, a kraina mlekiem i miodem płynąca składa się z coca coli i kolosalnych kanapek ze wszystkim. Grubas zresztą wyglądał na takiego, który nie bałby się włożyć do ust niczego. Wpieprzyłby mi nawet tapicerkę samochodu, gdyby był akurat głodny. A wszystko po to, by na chwilę zająć czymś swój bandziuch i dać odrobinę pracy jednemu ze swoich czterech żołądków.

- Dokąd? - ponowiłem pytanie, kątem oka raz jeszcze zerkając na tłuściocha, który przestał w końcu kręcić dupskiem po fotelu, znajdując zapewne najbardziej wygodną dla swoich dwustukilowych czterech liter pozycję, po czym z największym trudem zapiął pas i położył dłonie na uda.
- Prosto - odburknął tylko, jakbym zgwałcił mu żonę, zjadł kota i zamordował teściową.
- Gdzie? - zdziwiłem się, chcąc usłyszeć jednoznaczną odpowiedź na swoje pytanie. Nigdy nie lubiłem pasażerów pilotów - klientów, którzy na moment przed skrzyżowaniem mówią ci gdzie powinieneś skręcić. Wielkie paniska, psia jego dupa. Wchodzą do taksówki i myślą, że stają się najważniejszymi ludźmi na świecie. Bo to oni mają kasę, a ja jej potrzebuję. Chuj z nimi, niech wożą swoje przepocone gacie komunikacją miejską.
- Prosto powiedziałem - raz jeszcze odrzekł grubas, a ja nie chcąc się w tak słoneczny dzień kłócić stłumiłem swoje emocje, odpaliłem silnik i ruszyłem przed siebie.
- Srał cię kot - powiedziałem pod nosem.
- Słucham? - spytał tłuścioch.
- Nic, nic. Ubrudził się pan na marynarce.
- Nie twój interes. Zajmij się lepiej prowadzeniem tego szajsu.

Prawo jazdy miałem od jakiś trzech, czterech lat. Wcześniej nie było mi do niczego potrzebne. Ostatnio jednak chęć zarobku spowodowała, że musiałem chwycić się tej deski ratunku. Inne pomysły jakoś specjalnie nie chciały wpaść mi do głowy, czarny rynek handlu narządami wydał mi się zbyt szemranym interesem, a bank spermy po miesiącu przestał przyjmować próbki mojego nasienia. Nieświadomie mogę być jednak ojcem sporej gromadki szczeniaków.

Auta lubiłem od zawsze, ale nigdy nie miałem czasu samemu usiąść za kółkiem. Kiedyś pracowałem w warsztacie samochodowym, lecz są to bardzo odlegle dzieje. Wszystko zmieniło się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, gdy pozostałe metody zarobku zniknęłym a ja postanowiłem zamienić pasję w finansowe źródełko.

Do taksówki trafiłem jednak dopiero rok temu. Przypadkowo, z ogłoszenia w gazecie, której zazwyczaj nie czytam. Tamtego dnia jakiś dzieciak wcisnął mi ją do ręki, gdy wsiadałem do autobusu. Jechałem na spotkanie w sprawie pracy z właścicielami sklepu z narzędziami hydraulicznymi po drugiej stronie miasta. Podróż w tamte okolice zajmowała około pół godziny przy dobrych wiatrach. Wtedy, o ile mnie pamięć nie zawodzi, jechaliśmy ponad godzinę. Kilka przecznic przed nami miał miejsce jakiś wypadek, który spowodował blokadę części głównej ulicy, przez co autobus musiał lawirować objazdem. Z nudów chwyciłem za gazetę i zacząłem wertować ogłoszenia z pracą. Człowiek w momentach skrajnego znużenia jest w stanie zrobić wszystko. Nawet rozejrzeć się za jakąś robotą. Moją uwagę przykuła jedna oferta, pamiętam ją doskonale: "Chcesz mieć wszystko w swoich rękach? Lubisz ryzyko i ostrą jazdę? Zadzwoń! Może czekamy właśnie na Ciebie". Rzeczywistość brutalnie zweryfikowała moje wyobrażenie o tym, co może robić poszukiwany przez tę firmę człowiek. Dzięki zręcznie napisanemu ogłoszeniu zostałem podstępnie zwabiony do taksówkarskiej korporacji, choć początkowo myślałem, że zostanę aktorem niskobudżetowych filmów pornograficznych. Nie narzekam jednak na swój los. Za bardzo... Zbyt często... Okej, narzeka na wszystko ile wlezie. Zrzędzę na prawo i lewo, ale dobrze mi z tym. Nie mam cierpliwości i zbyt szybko się wściekam. O byle gówno.

- Dokąd teraz? - spytałem, nadal ukradkiem zerkając na grubasa, który wyciągał właśnie z kieszeni marynarki niechlujnie zapakowanego hamburgera, z którego kapała czerwona maź nazywana powszechnie keczupem.
- O Ty koci chuju - pomyślałem, nie zdając sobie sprawy z tego, jak głośno myśleć potrafię.- Samochód mi ujebiesz fiucie niemyty! - krzyknąłem, po czym zatrzymałem auto tuż przed skrzyżowaniem. Akurat świeciło się czerwone.- Wypierdalaj w dziki chuj! - wrzasnąłem, sugestywnym ruchem ręki wskazując spaślakowi drogę wypierdalania.
- Co? - zdziwił się grubas. Chyba do tej pory żaden taksówkarz nie zwracał mu uwagi na jedzenie w samochodzie. Są rzeczy, których zrozumieć po prostu nie mogę. Pochłanianie zbędnych kalorii w środku auta jest jednym z nich.
- Won baryło. Wpieprzaj te swoje hot dogi gdzie indziej!

Grubas pospiesznie odpiął pas, który ugrzęzł mu na chwilę między fałdami brzusznego tłuszczu, po czym otworzył drzwi i wyszedł, a gdy znalazł się już na chodniku odwrócił się w stronę samochodu, pokazując mi środkowy palec. Chuj z nim. Nie będzie mi grubas auta brudził. Na wiele mogę pozwolić swoim klientom. Mogą palić w środku cokolwiek chcą, uprawiać seks z mastodontem albo śpiewać hity Ozzy'ego, lecz pewnych granic przekraczać nie pozwolę. Jedzenie ociekających keczupem hot dogów to zbrodnia, za którą gościa ukarać najzwyczajniej w świecie trzeba.

Światło zmieniło się na zielone. Ruszyłem przed siebie na najbliższe miejsce postoju. Przecież po takim kliencie należy mi się chwila odpoczynku. Grubas mignął mi w lusterku. Siadał na ławce odpakowując hot doga z papieru.

- A żeby ci w gardle stanął - mruknąłem.

Categories

Categories

 

Jak wyżej Copyright © 2011 - |- Template created by O Pregador - |- Powered by Blogger Templates