niedziela, 14 lutego 2016

Beznadziejnik - 14.02.2016

Chyba nawet planowałem napisać coś o tym, jak bardzo chce mi się rzygać na widok tych wszystkich dzisiejszych wpisów na fejsie. Tych z jednej, jak i z drugiej strony. Tych o miesiącach z kochanym misiaczkiem i tych, że to dzień, jakich w roku wiele, znaczący tyle, co spuszczone w kiblu gówno, ale doszedłem do wniosku, że nie ma to większego sensu. Że tekst ten i tak będzie dopasowany spirytystycznie do tychże właśnie wpisów. Że serduszka po tej, a komercja po przeciwległej stronie barykady. A od takiego, zerojedynkowego postrzegania jakiegokolwiek z aspektów otaczającego nas wszechświata chciałbym uciec na drugi z jego końców.

14 lutego jest mi obojętny tak samo, jak 13 czy 15 lutego. Zbrzydła mi sama idea miłości, jak i zbrzydło ciągłe pieprzenie o swoim nieszczęściu serc pustych, które dzisiaj akurat potrzebują ekstrawertyczności fejsbukowego ekshibicjonizmu i biją po oczach przyspieszonym pulsem zdań prostych, że walentynki to chuj. Bo może to i prawda, i walentynki to chuj, ale po co ogłaszać to wszem i wobec, jakby ludzie nie do końca kumali, że tak faktycznie jest. Że za oknem śnieg w listopadzie i trzeba to koniecznie na fejsiku zamieścić, jakby ludzie własnych okien, za którymi śnieg w listopadzie nie mieli.

Samo święto mam w dupie, jak wiele aspektów życia naszego, ale nie wkurwia mnie ono w takim stopniu, jak ten pieprzony, powierzchowny ekshibicjonizm wymuszeń okazywania miłości, lub jej braku, w formie fejsikowych pościków. Wrzućmy wspólne zdjęcie, pokażmy światu naszą miłość, albo lepiej, w związku się oznaczmy, to dopiero wzmocni przyciąganie między nami, bez tego to, co powinno być uczuciowym butaprenem zadziała z siłą kleju biurowego. Bo przecież miłość niewyeksponowana, niezamanifestowana, gorszą, mniej dojrzałą, głupszą jest. Czy naprawdę w takim świecie chcemy i musimy żyć? Świecie otaczającego nas manifestu połączonych dusz i złamanych serduszek? W świecie dwukropków z gwiazdką, znaku mniejszości z trójką, emotikonowych wynaturzeń tego, co najbardziej naturalne i szczere być powinno? Czy już nie możemy egzystować, a nasza miłość rozkwitać nie może bez tej całej pierdolonej otoczki, którą nakładamy na nasz układ współrzędnych, by bardziej społecznościowy, dostępny dla wszystkich się stał, jakby koniecznością dla nas był fakt mieszania w prywatne sprawy uczuciowe osób, których kolekcjonujemy wśród wirtualnych znajomych, jak kiedyś znaczki się kolekcjonowało.

Tablica fejsikowa pełna jest dzisiaj miłości i smutnych piosenek, jakby miłości i smutnych piosenek nie można było światu pokazywać w inne dni. Albo jeszcze lepiej, nie pokazywać w ogóle. Czy nasze życie lepszym w jakimkolwiek stopniu się staje, jeśli ktoś zalajkuje, że jesteś w związku z osobą, z którą nawet bez tego, kurwa, jesteś w związku? Czy ten jeden lajk więcej spowoduje, że Twoja egzystencja lepszą, pełniejszą się stanie? Czy wrzucenie smutnej piosenki sprawi, że ten, wyjątkowy w swej populistycznej powszechności, dzień odmieni się, świat zacznie womitować tęczą, wszędzie pojawią się jednorożce, a Twoje serce przebije strzała amora? Ktoś zauważy, że Ci smutno, że Ci źle, zrobi mu się przykro, i koniec końców zaprosi Cię na kawę, obiad, spacer? Wybacz, jeśli zepsuję Twoją iddylistyczną wizję dnia dzisiejszego, ale ze stuprocentową pewnością stwierdzić mogę, że tak się jednak nie skończy. I walentynki skończą się jeszcze większym dołem, niż się zaczęły.

Uświadommy więc sobie, że ekshibicjonizm w jakiejkolwiek z form w dniu dzisiejszym jest chujowy. Jest tak chujowy, jak ciepła wódka, papierosy od ruskich, najtańsze piwo. I zadać sobie należy na sam koniec tylko jedno pytanie. Czy to przypadek, że święty Walenty jest nie tylko patronem zakochanych, ale też osób chorych na padaczkę?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Categories

Categories

 

Jak wyżej Copyright © 2011 - |- Template created by O Pregador - |- Powered by Blogger Templates