Wrodzony pesymizm? Nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być gorzej i nigdy nie jest tak źle, żeby coś nie mogło się spierdolić bardziej. Życiowe prawdy w szarej polewie z codzienności. Zero cukru, sama gorycz. Brak perspektyw na jakąkolwiek zmianę. Iluzorycznie jest wspaniale, podskórnie całkiem do dupy. I ta młynarszczyzna pytania co by tu jeszcze spieprzyć panowie, co by tu jeszcze?
Kawa powoli traci smak stojąc w byle jakim kubku na parapecie. Świat, tak samo jak kawa zresztą, stygnie, choć za oknem firany deszczu obmywają ulice. Stoję przy szybie i głupio wpatrzony w bezmiar bezpłciowości blokowiska próbuję wsłuchać się w takt zegara niezapominającego o swojej codziennej pracy. Kolejna bezsensowna godzina za mną.
A może powinienem coś ze sobą zrobić? Podobno trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść. Czemu tylko nikt nie powiedział kiedy można się na niej pojawić? Życie przechodzi gdzieś obok, potyka się o nierówność płytek chodnikowych i niepewnie zmierza przed siebie. Z pewnością nie ma go w tym pokoju. Zapewne nie przebywa nawet w moim mieszkaniu. Najprawdopodobniej schowało się gdzieś w ciemnym zaułku, unikając blasku latarni, jakby nieśmiało czekało na przypadkową okazję do wykorzystania nie uświadomionych w codzienności ludzi.
Głupota pytania co teraz wywołuje wewnętrzną burzę śmiechu. Być może nawet na samą myśl o nim mimowolnie uśmiecham się pod nosem. Nie wiem. Nic już nie wiem. Nie chcę pić zimnej kawy.
piątek, 4 kwietnia 2014
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Categories
- Pojedyncze (7)
- Recki (3)
- Sarkasta (3)
- Słowo (9)
Categories
- Pojedyncze (7)
- Recki (3)
- Sarkasta (3)
- Słowo (9)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz