wtorek, 15 kwietnia 2014

Lubię alkohol

Ostatnio coraz częściej na Facebooku przypominam milionowi swoich fanów (53 osoby, zawsze coś, jak na człowieka, który ma wszystkie w dupie. Zawsze możecie dołączyć do tego grona, na przykład klikając tu: O!) o tym, że lubię alkohol i w stwierdzeniu tym nie widzę absolutnie niczego wstydliwego. Lubię alkohol. Lubię stan upojenia alkoholowego. Lubię stan obojętności oraz stan zapomnienia. Powiem więcej, lubię kaca, bo uświadamia mi on, że poprzedniego wieczora piłem alkohol. I nie boję się tego powiedzieć głośniej, bo niby czego miałbym się bać?

Ludzie wmawiają sobie, że mają problemy z alkoholem, nie dostrzegając jednocześnie, że problem stwarzają samym komunikatem przedstawionym w formie werbalnej. Pokładaniem zbyt dużej uwagi w to, ile i jak często piją. Kto ma bowiem problem z alkoholem? Ten, kto sam sobie mówi, że musi od alkoholu odpocząć. Ten, który mówi to do siebie zbyt często. Ta osoba ma problem, nie ja. Podobno alkoholik nie potrafi powiedzieć alkoholowi "nie". Wiecie, co ja myślę? To właśnie prawdziwi alkoholicy mówią to słowo w stosunku do alkoholu najczęściej. To oni mówią sobie: "więcej nie piję", "to już ostatni raz". I to oni te przyrzeczenia łamią.

Nigdy nie stwierdziłem, że zostawię alkohol. Bo jestem w jakimś stopniu z nim związany. Nie stanowi on mojego głównego i jedynego uzależnienia, ale lubię, gdy mam go pod ręką. Czasem idę do sklepu i wybieram sobie nową butelkę ze szlachetnym trunkiem alkoholowym tylko i wyłącznie po to, by postawić sobie ją w barku. Nie muszę jej otwierać przez następne pół roku. Zwyczajnie, cieszy mnie sama bliskość alkoholu. Jego namacalność i fakt, że należy do mnie.

Picie ma swoje zalety, szczególnie, gdy jest odpowiednio kontrolowane. Lubię alkohol, będę to powtarzał niczym mantrę. Lubie każdy alkohol; może z wyjątkiem jakiś chujowych drinków, wina i szampana. Szampan, czyli wino z bąbelkami. Jakbym zbyt małą pogardą obdarował samą instytucję wina, to jeszcze ktoś postanowił dodać do niego pieprzone bąbelki. Nienawidzę szampana i będę nim gardził do końca świata i o jeden dzień dłużej. Jeśli istnieje piekło, to w moim znajduje się Tercet Egzotyczny i szampan, jestem o tym święcie przekonany.

Podobnym uczuciem darzę drinki. Nie rozumiem osób, które chcą psuć smak i zapach alkoholu jakimikolwiek dodatkami. Okej, czasem wypiję whisky z colą (chociaż coraz częściej piję ostatnio samą whisky, bez lodu nawet), ale niepojętym jest dla mnie tworzenie tych wszystkich dziwnych wariacji z wódką, słodkimi dodatkami, włosami łonowymi kelnerów, kozami z nosa niemieckich siłaczek, sokami z owoców, płynami ejakulacyjnymi i masą innych dodatków, które mają uratować ohydny smak wódki. Myślicie, że gdyby czysta wódka miała mieć inny smak, to nikt by na to do tej pory nie wpadł? Darujcie sobie. Wódka ma poniewierać, a nie smakować. Koniec.

Kiedyś byłem w jednym z pubów w zamieszkiwanym przeze mnie mieści licząc po cichu na to, że uda mi się poderwać kelnerkę, która nie wiedzieć czemu wolała nazywać się barmanką. Cały wieczór spędziłem przy alkoholu i klockach Yenga. Jak bardzo popieprzonym trzeba być, żeby w pubie grać w klocki Yenga?

W pewnym momencie kelnerka, która wolała się nazywać barmanką postanowiła, że zrobi mi drinka. Początkowo myślałem, że wszystko zmierza w dobrą stronę. Dopiero po pierwszym łyku tego paskudztwa zrozumiałem, jak bardzo pochopna była moja niemal natychmiastowa zgoda. Do końca wieczora żałowałem tej durnej decyzji. Dostałem coś o smaku taniej gumy balonowej dla dzieciaków z podstawówki. Siedziałem w pubie, sączyłem gówno o smaku gumy balonowej i grałem w klocki Yenga. Imprezy u Andy'ego Warhola to przy tym bal jesiennych liści.

By zabić chujowe odczucie w ustach zamówiłem sobie dwie setki wódki. Naraz. Jak łatwo się teraz domyślić, wieczoru nie spędziłem z kelnerką/barmanką. Nie zmieni to jednak faktu, że lubię alkohol i nie boję się do tego przyznać. Nikt nie powinien. Alkohol to Twój przyjaciel. Gorzej, gdy staje się jedynym przyjacielem.

Czasami lubię usiąść w fotelu, puścić Waitsa i ze szklanką whisky w ręku zapomnieć o całym świecie. Czasami tak właśnie spędzam wieczory. Czasami nie mam ochoty na nic innego. Czasami nic innego nie jest mi potrzebne do szczęścia. Wystarczy whisky i Waits.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Categories

Categories

 

Jak wyżej Copyright © 2011 - |- Template created by O Pregador - |- Powered by Blogger Templates