poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Wild, wild west

Dziki Zachód rządził się swoimi prawami i nikomu przesadnie to nie przeszkadzało. Szczególnie rewolwerowcom, dla których okres ten był prawdziwymi złotymi żniwami. Rozboje z bronią w ręku stały na porządku dziennym, natomiast ten, kto miał pistolet posiadał też niemalże nieskrępowaną władzę (kończącą się zazwyczaj tam, skąd wystrzeliwane były naboje z innego rewolweru).

Saloon Wendy był jednak miejscem specyficznym. To tu zbierała się cała szulernia miasteczka, która na parterze grała w karty w oparach papierosowego dymu, a na piętrze chędorzyła miejscowe prostytutki, potrafiące za kilka dolarów wyprawiać w łóżkach prawdziwe cuda. Cuda, o występowaniu jakich we własnych domach miejscowa starszyzna bez zębów mogła tylko pomarzyć.

W pewnym momencie pozorny spokój saloonu został jednak zmącony przez Johna McCarthy'ego, najszybszego rewolwerowca po tej stronie Mississipi, który kilka tygodni temu wprowadził się do miasteczka. McCarthy z pewnością siebie wkroczył do środka, rozpychając na boki z wielkim impetem drewniane drzwiczki, które ledwo trzymały się w zawiasach.

- Kto do cholery spał z moją żoną? - spytał rewolwerowiec  celując bronią w pierwszego lepszego faceta, który siedział nieopodal drzwi. W środku zaległa niemal grobowa cisza. Nikt nie chciał zdradzić McCarthy'emu prawdy.
- Nie masz tylu naboi, McCarthy - odpowiedział po chwili barman nie odrywając wzroku od lady, na której stał pusty kufel po piwie.- Nie masz tylu naboi...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Categories

Categories

 

Jak wyżej Copyright © 2011 - |- Template created by O Pregador - |- Powered by Blogger Templates